Ogórki bezszczypcowe nie są tak niebezpieczne i można je przechowywać w zwykłych słoikach
Krasnoludek siedzi przycupnięty pod gałązką i obserwuje. A potem zapisuje różne przemyślenia. Sytuacje i sytuacyjki. Czasem frustracje. Nie wszystko trzeba od razu brać śmiertelnie poważnie.
środa, 30 maja 2012
sobota, 26 maja 2012
45.
Tatarak na zielone świątki.
Powiedział na bazarze pan z wiaderkiem przerośniętej trawy.
WTF?
Wiem, że jutro są świątki. Na szczęście mama nam przypomniała, bo byśmy cmoknęli klamkę jutro jadąc na zakupy, które polubiliśmy robić w niedzielę rano zamiast w sobotę - mniej ludzi, mniejsza dzicz. Tylko towary, zwłaszcza warzywa są trochę przebrane, ale to i tak wolę kupić na bazarze.
No więc wiem, że świątki są, ale co to za święto, to nie mam pojęcia. Ani dlaczego jest tak ważne, że aż trzeba sklepy pozamykać. Na argument, że panie z kas też chcą mieć kiedyś wolną niedzielę powiem, że ok, to ogłośmy, że ileś tam niedziel w roku jest wolnych od zakupów i ogłaszajmy to zawczasu, a nie jutro znów będą pokazywać w wiadomościach zdziwionych ludzi, którzy zastali zamknięte na głucho drzwi marketów. A chyba będzie ich trochę, sądząc po dzisiejszych pustkach w sklepie, bo zawsze, jak następnego dnia ma być wolne, następuje inwazja na półki.
I co ma do tego wszystkiego ten tatarak?
Powiedział na bazarze pan z wiaderkiem przerośniętej trawy.
WTF?
Wiem, że jutro są świątki. Na szczęście mama nam przypomniała, bo byśmy cmoknęli klamkę jutro jadąc na zakupy, które polubiliśmy robić w niedzielę rano zamiast w sobotę - mniej ludzi, mniejsza dzicz. Tylko towary, zwłaszcza warzywa są trochę przebrane, ale to i tak wolę kupić na bazarze.
No więc wiem, że świątki są, ale co to za święto, to nie mam pojęcia. Ani dlaczego jest tak ważne, że aż trzeba sklepy pozamykać. Na argument, że panie z kas też chcą mieć kiedyś wolną niedzielę powiem, że ok, to ogłośmy, że ileś tam niedziel w roku jest wolnych od zakupów i ogłaszajmy to zawczasu, a nie jutro znów będą pokazywać w wiadomościach zdziwionych ludzi, którzy zastali zamknięte na głucho drzwi marketów. A chyba będzie ich trochę, sądząc po dzisiejszych pustkach w sklepie, bo zawsze, jak następnego dnia ma być wolne, następuje inwazja na półki.
I co ma do tego wszystkiego ten tatarak?
sobota, 19 maja 2012
44.
Czterdzieści cztery. Mickiewicz wygląda z podekscytowaniem zza swojej chmurki.
Dzisiaj w półdrzemce "odkryłam" przepis na superdietetyczny sos, np. do ziemniaków. Po prostu woda po gotowaniu ziemniaków :) Mniam mniam.
Dzisiaj w półdrzemce "odkryłam" przepis na superdietetyczny sos, np. do ziemniaków. Po prostu woda po gotowaniu ziemniaków :) Mniam mniam.
czwartek, 10 maja 2012
43.
Ogarnęła mnie taka piękna wizja...
przedszkolny (albo i szkolny) bal, ale dzieciaki, zamiast za królewny i kowbojów, czy inne biedronki i krówki poprzebierane za białka, DNA, ATP, bakterie. Fag by fajnie wyglądał, a proteaza mogłaby biegać z piłą mechaniczną :) Pluszową oczywiście :)
przedszkolny (albo i szkolny) bal, ale dzieciaki, zamiast za królewny i kowbojów, czy inne biedronki i krówki poprzebierane za białka, DNA, ATP, bakterie. Fag by fajnie wyglądał, a proteaza mogłaby biegać z piłą mechaniczną :) Pluszową oczywiście :)
piątek, 4 maja 2012
42.
Fascynujące, jak ten sam argument może posłużyć do wsparcia teorii całkiem przeciwnych i wykluczających się.
Na przykład dla jednych bogactwo życia na Ziemi, różnorodność i złożoność organizmów jest dowodem na istnienie Boga, bo tylko jakaś siła wyższa mogłaby stworzyć coś tak wspaniałego, a tak złożone istoty jak ludzie nie mogły powstać przez przypadek, bez żadnego planu działania. Dla innych owo bogactwo jest najlepszym dowodem na nieistnienie bogów, bo czegoś tak złożonego nie stworzyłaby żadna, nawet "wszechmogąca" jednostka, za to Ewolucja miała mnóstwo czasu i możliwości do działania. I do popisu.
Na przykład dla jednych bogactwo życia na Ziemi, różnorodność i złożoność organizmów jest dowodem na istnienie Boga, bo tylko jakaś siła wyższa mogłaby stworzyć coś tak wspaniałego, a tak złożone istoty jak ludzie nie mogły powstać przez przypadek, bez żadnego planu działania. Dla innych owo bogactwo jest najlepszym dowodem na nieistnienie bogów, bo czegoś tak złożonego nie stworzyłaby żadna, nawet "wszechmogąca" jednostka, za to Ewolucja miała mnóstwo czasu i możliwości do działania. I do popisu.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
41.
Właśnie teraz jest mój najulubieńszy czas w roku. Ten krótki okres, kiedy wszystko dopiero zaczyna się zielenić i kwitnąć, a młode listki mają cudowny soczyściezielony, świeży kolor i otulają drzewa delikatną mgiełką.
niedziela, 22 kwietnia 2012
40.
Przejażdżka rowerowa (dopiero druga w tym roku) nie do końca przyniosła upragniony relaks. Tzn. sama jazda była świetna, a prawie cała trasa przebiegała ścieżkami rowerowymi. Oczywiście nie zabrakło absurdu: ścieżka skończyła się nagle, potem kilkaset metrów dalej znów się pojawiła... jakieś 40 metrów, i potem znów kilkuset metrowa przerwa do następnego fragmentu.
Zdenerwowała mnie jednak nie ścieżka, ale jej użytkownicy.
Jak wiadomo, człowiek człowiekowi wilkiem (a zombie zombie zombie). A już na pewno Polak Polakowi wilkiem. Jeżeli podzielimy użytkowników dróg i chodników na pieszych, rowerzystów i kierowców, to każda z tych grup będzie przeciwko pozostałym dwóm. Wiadomo, kierowcy nie chcą przepuszczać pieszych i rowerzystów na światłach (co tam, że jadą/idą prawidłowo na zielonym), piesi chodzą rozkosznie ścieżkami... itd. Oczywiście świętą rację ma ta grupa, do której w danej chwili należymy. Bo przecież zawsze się gdzieś spieszymy, a ustąpić innym, choćby i słusznie, to ujma na honorze.
Chyba najgorsze jest to, że w każdej z tych grup ludzie nawzajem też są sobie wilkami. Zero pomyślunku, dominuje postawa "mnie się należy", ewentualnie totalna bezmyślność. Przykłady? rowerzysta nie ma przed sobą nikogo, więc delektuje się jazdą środkiem ścieżki, któż niby miałby go wyprzedzać? albo ścieżką, na której swobodnie, ale bez szału mieszczą się dwa rowery jedzie parka. Gdy z naprzeciwka pojawia się inny rowerzysta, oni "przytulają się" do siebie, zamiast pojechać jedno za drugim. Gość z naprzeciwka musi zwolnić, mijają się ledwo-ledwo, prawie zahaczając kierownicami. A jeszcze niektórzy nie pamiętają, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny i dotyczy to nie tylko jezdni.
Sezon dopiero się zaczął, a ścieżek mało :(
Na szczęście paru normalnych i myślących jeszcze zostało :)
Zdenerwowała mnie jednak nie ścieżka, ale jej użytkownicy.
Jak wiadomo, człowiek człowiekowi wilkiem (a zombie zombie zombie). A już na pewno Polak Polakowi wilkiem. Jeżeli podzielimy użytkowników dróg i chodników na pieszych, rowerzystów i kierowców, to każda z tych grup będzie przeciwko pozostałym dwóm. Wiadomo, kierowcy nie chcą przepuszczać pieszych i rowerzystów na światłach (co tam, że jadą/idą prawidłowo na zielonym), piesi chodzą rozkosznie ścieżkami... itd. Oczywiście świętą rację ma ta grupa, do której w danej chwili należymy. Bo przecież zawsze się gdzieś spieszymy, a ustąpić innym, choćby i słusznie, to ujma na honorze.
Chyba najgorsze jest to, że w każdej z tych grup ludzie nawzajem też są sobie wilkami. Zero pomyślunku, dominuje postawa "mnie się należy", ewentualnie totalna bezmyślność. Przykłady? rowerzysta nie ma przed sobą nikogo, więc delektuje się jazdą środkiem ścieżki, któż niby miałby go wyprzedzać? albo ścieżką, na której swobodnie, ale bez szału mieszczą się dwa rowery jedzie parka. Gdy z naprzeciwka pojawia się inny rowerzysta, oni "przytulają się" do siebie, zamiast pojechać jedno za drugim. Gość z naprzeciwka musi zwolnić, mijają się ledwo-ledwo, prawie zahaczając kierownicami. A jeszcze niektórzy nie pamiętają, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny i dotyczy to nie tylko jezdni.
Sezon dopiero się zaczął, a ścieżek mało :(
Na szczęście paru normalnych i myślących jeszcze zostało :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

