Jestem dinozaruem. Stwierdziłam wcisnąwszy do kieszeni odtwarzacz mp3 o zabójczej pojemności 4 GB (ale po co mi więcej? dla samego mania?). Jestem dinozaruem, bo ze słuchania muzyki z mojego kasetowego (!) walkmana zrezygnowałam dopiero ok. 2005 roku i to w sumie pod naciskiem brata (czytaj: ostro wyśmiewana). Nigdy nie przeszłam etapu słuchania muzyki z discmana, a walkmanik idealnie mieścił się w kieszeni kurtki i zawsze działał bez zarzutu. Podejrzewam, że działałby nadal, gdybym tylko zniosła go z poddasza i nakarmiła świeżymi bateriami. Walkmana zamieniłam na mp trójkę całe 512 MB :), w której wyświetlacz udało mi się stłuc książką do angielskiego na samym początku użytkowania, ale defekt nie był zabójczy, więc używałam go nawet dość długo (pewnie działałby nadal, patrz j.w.) i potem tylko wymieniłam na pojemniejszy (zaletą jego było działanie na baterie, zawsze miałam ze soba zapasowe akumulatorki, więc groźba odcięcia od muzyki mi nie groziła, nowszy model trzeba ładować przez komputer).
Jestem dinozaruem, bo zamiast szpanersko słuchać muzy z telefonu, przepraszam, ze smartfona, albo w ogóle jakiego ajpada czy innego ebooka używam mojego tyciego odtwarzaczyka. Dla mnie to kwestia wygody (swoją drogą osoba wyciągająca z czeluści torby tablet po to, żeby posłuchać muzyki w tramwaju wygląda dość zabawnie, podobnie zresztą jak turyści strzelający foty zabytków tabletami). Ostatnio prawie w ogóle nie słucham muzyki na ulicy, więc ostatnie dwa tygodnie samotnych godzinnych podróży komunikacją miejską pozwoliły mi przypomnieć sobię tę przyjemność :). Tak, ostatnio zdecydowanie za mało muzyki słucham, a już głośnej muzyki - tyle co kot napłakał.
Jestem dinozaruem, bo nadal moim zespołem no 1 (choć teraz już jednak rzadziej słuchanym, na rzecz innych wykonawców*) jest Queen. Ostatnia rocznica urodzin Freddiego uświadomiła mi, że gdyby żył, miałby tyle lat, co mój teść. Nie gdybam co by było.
* mój tata chyba nadal sądzi, że Queen jest jedynym, czego słucham, więc nie mam po co krytykować tego, co on puszcza, bo usłyszę co najwyżej zgryźliwe stwierdzenie, że muzyka nie kończy się na Queen.
***
a teraz coś z zupełnie innej beczki...
(nie chce nam się ruszyć z domu, bo leje jak z Cerbera)
Mąż: zjadłbym coś słodkiego, a tam... ciągle pada
Ja: asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby
Mąż: skąd wiesz? jest +5
Krasnoludek siedzi przycupnięty pod gałązką i obserwuje. A potem zapisuje różne przemyślenia. Sytuacje i sytuacyjki. Czasem frustracje. Nie wszystko trzeba od razu brać śmiertelnie poważnie.
niedziela, 1 lutego 2015
czwartek, 25 grudnia 2014
112.
20 grudnia Tintin skończył roczek. Rysunek znaleziony na Incidental Comics idealnie oddaje moje odczucia, łącznie z tym o życiu towarzyskim ;)
Zleciało migusiem, młody płynnie przepoczwarzył się z nieporadnego niemowlaczka w małego chłopczyka. Małego, kochanego chłopczyka, który postanowił wystartować z chodzeniem na 5 dni przed urodzinami, szczerzy pięć zębów w uroczym uśmiechu i testuje naszą cierpliwość za pomocą przeszywających pisków. Lubi jak mu nucę (nie mam odwagi śpiewać, od tego moje własne uszy puchną - a może on zasypia nie ukołysany matczynym głosem, lecz w ucieczce przed mym wyciem?). Lubi banany. Lubi się bawić w chowanego. I w gonitwy po łóżku. Wspinaczki. Światełka. Łyżeczki i kubeczki po jogurtach. Nie lubi... czy to ważne? I tak go trzeba przewijać i przebierać, a czapkę w drodze wyjątku akceptuje w wózku, jako nieodłączną część spaceru.
Zleciało migusiem, młody płynnie przepoczwarzył się z nieporadnego niemowlaczka w małego chłopczyka. Małego, kochanego chłopczyka, który postanowił wystartować z chodzeniem na 5 dni przed urodzinami, szczerzy pięć zębów w uroczym uśmiechu i testuje naszą cierpliwość za pomocą przeszywających pisków. Lubi jak mu nucę (nie mam odwagi śpiewać, od tego moje własne uszy puchną - a może on zasypia nie ukołysany matczynym głosem, lecz w ucieczce przed mym wyciem?). Lubi banany. Lubi się bawić w chowanego. I w gonitwy po łóżku. Wspinaczki. Światełka. Łyżeczki i kubeczki po jogurtach. Nie lubi... czy to ważne? I tak go trzeba przewijać i przebierać, a czapkę w drodze wyjątku akceptuje w wózku, jako nieodłączną część spaceru.
środa, 5 listopada 2014
111.
Humor hermetyczny
kolega: no i oczyszczamy to białko, ale po sekwencjonowaniu plazmidu okazało się, że tam jest mutacja, to Kaśka dała nam nowy plazmid, tym razem na pewno dobry, ale tam była ta sama mutacja. To jestem ciekawy, czy ona wszystkich swoich wcześniejszych badań nie robiła na mutancie
ja: a co to za mutacja? może kodon STOP się wstawił po 3. aminokwasie?
no co? mi się wstawił...
kolega: no i oczyszczamy to białko, ale po sekwencjonowaniu plazmidu okazało się, że tam jest mutacja, to Kaśka dała nam nowy plazmid, tym razem na pewno dobry, ale tam była ta sama mutacja. To jestem ciekawy, czy ona wszystkich swoich wcześniejszych badań nie robiła na mutancie
ja: a co to za mutacja? może kodon STOP się wstawił po 3. aminokwasie?
no co? mi się wstawił...
niedziela, 26 października 2014
110.
Gdyby Mickiewicz, pisząc "Odę do młodości" miał malutkie dziecko, nie pisałby tak beztrosko "Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga"
Albo Oda wyglądałaby mniej więcej tak:
Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Nie!
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Dotykaj!
Niech nad martwym wzlecę światem
Tej!
W rajską dziedzinę ułudy:
Świeczki!*
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.
(omatkoicórkoniecierpiępoezji)
*zapewne bardziej współczesny poeta napisałby Nie! Gryź! Tych! Kabli! ale ponieważ omatkoicórkoniecierpiępoezji to nie wiem, co tam pisują współcześni poeci.
A propos kabli, skrzacik podłącza się do każdej znalezionej wtyczki. Odkurzacz jeszcze nie wie, że powinien wtedy zacząć działać.
Gdyby królowie polscy tak bronili kraju, jak młody broni się przed włożeniem mu spodni, to do rozbiorów by zapewne nie doszło. Do ubiorów zresztą też nie.
Tymczasem przyszły wódz ćwiczy przemowy. W łazience przy brodziku. Zaczął od ofuknięcia szamponów, teraz przemowy są bardziej płomienne.
Przed łapkami sięgającymi zabezpieczamy to i owo. Np. szuflady rzepami. Rzepy są interesujące niezwykle, dopóki są zarzepione. Zerwane dyndają smętnie i stają się niewidzialne. Z kolei door stop (zrobiony specjalnie, jak twierdzi na opakowaniu producent, w nieprzyciągającym wzroku dziecka kolorze brązowym) przyciągnęły uwagę natychmiast po zastosowaniu. Zostały od razu wyciągnięte i pociumkane, gdyż najlepszym gryzakiem jest wszystko poza gryzakami (matczyne obojczyki zajmują dość wysoką pozycję), a następnie porzucone. Podstępnie ojcu pod nogi, w końcu kolor wzroku nieprzyciągający.
Parę dni temu skrzacik fikający w pościeli zgubił skarpetkę. Kiedy mu ją daliśmy, spojrzał co to, po czym usiadł i zaczął oglądać swoją gołą stópkę.
Albo Oda wyglądałaby mniej więcej tak:
Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Nie!
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Dotykaj!
Niech nad martwym wzlecę światem
Tej!
W rajską dziedzinę ułudy:
Świeczki!*
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.
(omatkoicórkoniecierpiępoezji)
*zapewne bardziej współczesny poeta napisałby Nie! Gryź! Tych! Kabli! ale ponieważ omatkoicórkoniecierpiępoezji to nie wiem, co tam pisują współcześni poeci.
A propos kabli, skrzacik podłącza się do każdej znalezionej wtyczki. Odkurzacz jeszcze nie wie, że powinien wtedy zacząć działać.
Gdyby królowie polscy tak bronili kraju, jak młody broni się przed włożeniem mu spodni, to do rozbiorów by zapewne nie doszło. Do ubiorów zresztą też nie.
Tymczasem przyszły wódz ćwiczy przemowy. W łazience przy brodziku. Zaczął od ofuknięcia szamponów, teraz przemowy są bardziej płomienne.
Przed łapkami sięgającymi zabezpieczamy to i owo. Np. szuflady rzepami. Rzepy są interesujące niezwykle, dopóki są zarzepione. Zerwane dyndają smętnie i stają się niewidzialne. Z kolei door stop (zrobiony specjalnie, jak twierdzi na opakowaniu producent, w nieprzyciągającym wzroku dziecka kolorze brązowym) przyciągnęły uwagę natychmiast po zastosowaniu. Zostały od razu wyciągnięte i pociumkane, gdyż najlepszym gryzakiem jest wszystko poza gryzakami (matczyne obojczyki zajmują dość wysoką pozycję), a następnie porzucone. Podstępnie ojcu pod nogi, w końcu kolor wzroku nieprzyciągający.
Parę dni temu skrzacik fikający w pościeli zgubił skarpetkę. Kiedy mu ją daliśmy, spojrzał co to, po czym usiadł i zaczął oglądać swoją gołą stópkę.
piątek, 17 października 2014
109.
Miałam opisać parę scenek z życia ale nie mogę pisać bo trzymam szafę bo dzieć mi krzesłem kręci...
Dzisiaj.
Tatuś: Papa ist immer der beste, ja?
Synek: ma ma ma ma ma ma
Ha!
Dzisiaj.
Tatuś: Papa ist immer der beste, ja?
Synek: ma ma ma ma ma ma
Ha!
środa, 10 września 2014
108.
Do Paszczaka już dawno nie mówimy Paszczak, mniej więcej od momentu, kiedy przeczytaliśmy, że dziecko zaczyna reagować na swoje imię. Na to właściwe reaguje świetnie, na odmiany i przezwiska pozostaje obojętny.
Tymczasem jego drugim imieniem powinno być Duszek. Skrót od Rozpierduszek. Tornado też po sobie nie sprząta.
Niezmiennie ludzie (czytaj: dotyczy głównie żeńskiej części rodziny w wieku każdym) dostają na jego widok małpiego rozumu... przy czym zaczynają się zachowywać, jakby był okazem zwierzątka:
*ciu ciu ciu popatrz na mnie (a co tam, że własnie kontempluje kwiatki albo rozważa anatomię lampy, musi NATYCHMIAST spojrzeć na babcię/ciocię), głupim odgłosom towarzyszy często machanie rękami i pstrykanie palcami
*aaaa spojrzał na mnie/ ziewnął/ kichnął/ macha rączką/ nieeee patrz on stoi! nie wierzę, on stoi!
*pomachaj PAPA/ powiedz mama - ma ma, MA MA MA MA (moje komentarze, że może nie chce, w sumie to jeszcze nie umie, jest zmęczony itp. kwitowane są lekkim fochem "no przeciez wiem, ale mogę sobie z nim pogadać" - i dawaj ta sama jazda od nowa)
Oczywiście cieszę się, że mój synek pozytywnie wpływa na ludzi (nawet pan w aptece zaczął stroić miny), chciałabym tylko, żeby wykazywali więcej zrozumienia dla niego jako odrębnej istotki, a nie tresowanej małpki klaszczącej na zawołanie
Tak tak, co się matka naogląda ludzi, chowając się za swoim dzieciaczkiem, to jej. Co sobie wyciągnie wnioski - to też jej. A jeden z wniosków jest taki, że dzidziuś jest zwierciadłem ludzkich kompleksów. Albo raczej posiada moc ich uzewnętrzniania.
Na przykład dzidziuś się uśmiecha patrząc na prababcię, a prababcia na to: co, śmiejesz się ze starej babci, bo ma czerwony nos? nie patrz na babcię, babcia jest stara i brzydka, popatrz na swoją mamę... Albo synek przygląda się (opuchniętym po wycieczce) stopom cioci, więc ciocia do niego: nie patrz, moje stopy są takie brzydkie, okropnie opuchnięte, popatrz na drugiej ciotki stopy, zobacz jakie ładne i ma taki lakier kolorowy...
Oczywiście, że mój synek jest pępkiem świata. Tylko jeszcze nie wie, że świat ma więcej pępków.
Tymczasem jego drugim imieniem powinno być Duszek. Skrót od Rozpierduszek. Tornado też po sobie nie sprząta.
Niezmiennie ludzie (czytaj: dotyczy głównie żeńskiej części rodziny w wieku każdym) dostają na jego widok małpiego rozumu... przy czym zaczynają się zachowywać, jakby był okazem zwierzątka:
*ciu ciu ciu popatrz na mnie (a co tam, że własnie kontempluje kwiatki albo rozważa anatomię lampy, musi NATYCHMIAST spojrzeć na babcię/ciocię), głupim odgłosom towarzyszy często machanie rękami i pstrykanie palcami
*aaaa spojrzał na mnie/ ziewnął/ kichnął/ macha rączką/ nieeee patrz on stoi! nie wierzę, on stoi!
*pomachaj PAPA/ powiedz mama - ma ma, MA MA MA MA (moje komentarze, że może nie chce, w sumie to jeszcze nie umie, jest zmęczony itp. kwitowane są lekkim fochem "no przeciez wiem, ale mogę sobie z nim pogadać" - i dawaj ta sama jazda od nowa)
Oczywiście cieszę się, że mój synek pozytywnie wpływa na ludzi (nawet pan w aptece zaczął stroić miny), chciałabym tylko, żeby wykazywali więcej zrozumienia dla niego jako odrębnej istotki, a nie tresowanej małpki klaszczącej na zawołanie
Tak tak, co się matka naogląda ludzi, chowając się za swoim dzieciaczkiem, to jej. Co sobie wyciągnie wnioski - to też jej. A jeden z wniosków jest taki, że dzidziuś jest zwierciadłem ludzkich kompleksów. Albo raczej posiada moc ich uzewnętrzniania.
Na przykład dzidziuś się uśmiecha patrząc na prababcię, a prababcia na to: co, śmiejesz się ze starej babci, bo ma czerwony nos? nie patrz na babcię, babcia jest stara i brzydka, popatrz na swoją mamę... Albo synek przygląda się (opuchniętym po wycieczce) stopom cioci, więc ciocia do niego: nie patrz, moje stopy są takie brzydkie, okropnie opuchnięte, popatrz na drugiej ciotki stopy, zobacz jakie ładne i ma taki lakier kolorowy...
Oczywiście, że mój synek jest pępkiem świata. Tylko jeszcze nie wie, że świat ma więcej pępków.
czwartek, 4 września 2014
107.
Odwiedziliśmy wczoraj moją pracę, a Jego Wysokość hojnie obdarzał nowopoznane "ciocie" uśmiechami i królewskimi pozdrowieniami. Do niektórych (wysoka blondynka, ma chłopak gust) nawet zagadał, łaskawie wypluwając smoczek. (A panie w autobusie: patrz, jaki zamyślony, o, aż buzię otworzył, ooo popatrzył na mnie! a, i jeszcze od innej pani usłyszałam: taki duży synek, a taka młoda mama)
I refleksja: naturalne, że każdy w pierwszym momencie szuka podobieństwa - do mamy czy do taty? A Paszczak ma nawet bodziaka z napisem "klon tatusia" (made by mamusia). Więc zastanawia mnie, dlaczego wszyscy myślą, że mam z tym problem, bo po stwierdzeniu, że jednak nie jest do mnie podobny, no może troszeczkę, następują litanie pocieszeń i rodzinnych opowieści, jak to syn znajomych był podobny do ojca, ale z wiekiem stał się zupełnie podobny do matki... albo jeszcze lepsze: no tak, podobny do taty, no szkoda. Szkoda? Tak, bo syn powinien być podobny do matki, a córka do ojca, to wtedy będą ładni (!) (nie wymawiając dwie znane polskie aktorki są dobrym przykładem, że niekoniecznie).
W domu niezmordowanie wskazuje nam czego jeszcze przed nim nie zabezpieczyliśmy (nasza wyobraźnia,w przeciwieńswtwie do jego chęci, jest jednak mocno ograniczona). A właśnie Pstryk - new achievement unlocked - zaczął stawać. I łapać guzy, bo czasem podłoga atakuje znienacka. Na guza mamy przykładały nam nóż... ja raczej wyciągam jogurt z lodówki, ale taka zimna pierwsza pomoc nie znajduje uznania.
Zaprzyjaźnił się z odkurzaczem. Można przy nim stać, wciskać guziki, ciągnąć za trąbę, a jak tata robi, ze kabel wziuuuuuuuuu - znika - to w ogóle czary.
Na bazarze Paszcz wdał się w dyskusję, nie wiem za czym optował, ale mina wskazywała, że nie zgadza się z przedmówcami... na bazarze pan sprzedający czapeczkę zaskoczył mnie... wydanym mi paragonem z najprawdziwszej kasy... na bazarze stoi szeptucha i nawiedzonym głosem szepce: polski czosnek polski czosnek polski czosnek
A czas zapier... pędzi strasznie, i co na to pan Einstein?
I refleksja: naturalne, że każdy w pierwszym momencie szuka podobieństwa - do mamy czy do taty? A Paszczak ma nawet bodziaka z napisem "klon tatusia" (made by mamusia). Więc zastanawia mnie, dlaczego wszyscy myślą, że mam z tym problem, bo po stwierdzeniu, że jednak nie jest do mnie podobny, no może troszeczkę, następują litanie pocieszeń i rodzinnych opowieści, jak to syn znajomych był podobny do ojca, ale z wiekiem stał się zupełnie podobny do matki... albo jeszcze lepsze: no tak, podobny do taty, no szkoda. Szkoda? Tak, bo syn powinien być podobny do matki, a córka do ojca, to wtedy będą ładni (!) (nie wymawiając dwie znane polskie aktorki są dobrym przykładem, że niekoniecznie).
W domu niezmordowanie wskazuje nam czego jeszcze przed nim nie zabezpieczyliśmy (nasza wyobraźnia,w przeciwieńswtwie do jego chęci, jest jednak mocno ograniczona). A właśnie Pstryk - new achievement unlocked - zaczął stawać. I łapać guzy, bo czasem podłoga atakuje znienacka. Na guza mamy przykładały nam nóż... ja raczej wyciągam jogurt z lodówki, ale taka zimna pierwsza pomoc nie znajduje uznania.
Zaprzyjaźnił się z odkurzaczem. Można przy nim stać, wciskać guziki, ciągnąć za trąbę, a jak tata robi, ze kabel wziuuuuuuuuu - znika - to w ogóle czary.
Na bazarze Paszcz wdał się w dyskusję, nie wiem za czym optował, ale mina wskazywała, że nie zgadza się z przedmówcami... na bazarze pan sprzedający czapeczkę zaskoczył mnie... wydanym mi paragonem z najprawdziwszej kasy... na bazarze stoi szeptucha i nawiedzonym głosem szepce: polski czosnek polski czosnek polski czosnek
A czas zapier... pędzi strasznie, i co na to pan Einstein?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
