Właśnie robię (właśnie - czytaj - właśnie pisząc na blogu) niezwykle pasjonującą rzecz, jaką jest sprawdzanie zgodności zacytowanych publikacji z bibliografią. Czy w tekście lub w referencjach nie ma czegoś, co jest w tym drugim. Pomyślałam, że choćbym to 5x sprawdziła, to i tak pewnie będzie tam jakiś błąd. Więc skoro tak myślę, to czy będę sprawdzać jeszcze uważniej, czy, wręcz przeciwnie, mnie uważnie, gdyż już się rozgrzeszyłam z ewentualnych pomyłek przekonaniem, że i tak są one nieuniknione?
Doszedłszy do Kary Mullisa myślę, że gość uczciwie zasłużył na tego Nobla za PCRa (przy okazji - czytałam kiedyś książkę wydaną przed 1992r, a jeden z głównych bohaterów wychwałal PCR pod niebiosa, twierdząc, że to odkrycie na miarę nobla:). Oczywiście główny bohater, jako geniusz biologii molekularnej wszystko badał PCRem i zawsze wszystkiego, czego miał się dowiedzieć, dowiadywał się - akcje typu znaleźliśmy kroplę krwi to zaraz poznamy mordercę;)
Od PCRu moje myśli powędrowały.......
Fiskus znowu robi zakusy na naszą kasę, ostatnio była ta sprawa, co jakiś sąd uznał, że gość musi płacić podatek od wzbogacenia jeżeli korzysta ze służbowego samochodu. Więc idąc tym tropem, pracując w labie będziemy musieli płacić za korzystanie ze sprzętów laboratoryjnych? jaki cennik za wirówkę? czy koszt zależy od czasu wirowania i ilości obrotów? pewnie również od wielkości wirowanej próbki? a puszczenie PCRu? powinno się chyba rozliczać zależnie od ilości próbek, cykli i czasu amplifikacji. Na czym polega wzbogacenie? na ułożeniu układanki z dNTP w określoną sekwencję :) Potem tę sekwencję można sklonować, na dodatek in vitro, więc klątwa kościoła oczywista - patrz pan jaka ta praca w labie niebezpieczna, gdzie się nie obrócisz, tam piekło czyha
(a jak nie piekło, to rozeźlony szef :P, nie wiadomo, co gorsze)
Wracając jeszcze do tego podatku od wzbogacenia, niedługo znikną wszelkie pracowe imieniny, bo przecież nie można się bezkarnie wzbogacać w ciasto. Ba! zwykłe "Daj gryza" skończy się wpisem do PITa!
Krasnoludek siedzi przycupnięty pod gałązką i obserwuje. A potem zapisuje różne przemyślenia. Sytuacje i sytuacyjki. Czasem frustracje. Nie wszystko trzeba od razu brać śmiertelnie poważnie.
poniedziałek, 25 marca 2013
sobota, 23 marca 2013
70.
Mało ostatnio piszę, bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia, to co będę gadać bez sensu.
Tymczasem idzie Wielkanoc i muszę trochę potrollować ;).
Jestem jak ten grumpy cat. Na wielu blogach hand-made'owych - same jajka. Widzę te jajka i mam właśnie taką minę. O nieeee, jaja, jaja, jaja. Może i ładne, ale ile można. Zwłaszcza, jak się nie cieszy na wielkanoc. A właściwie cieszy - bo dieta pójdzie w kąt i nażrę się (przepraszam, ale to najbardziej oddaje istotę rzeczy) ciasta i innych smakołyków - jak to ja mówię - jak dzika świnia na stepie :). Dekoracje na Boże Narodzenie były bardziej zróżnicowane - bombki, bałwanki, mikołaje, świeczniki... a tu jajka i jajka. Nieważne.
A propos grumpy kota - moja sąsiadka, skądinąd pani bardzo w porządku - odkąd pamiętam chodzi z taką miną ;)
No więc co do wielkanocy to moją wiarę można podsumować tak, jak na tym minikomiksie, który w zasadzie krótko lecz treściwie podsumowuje, co sądzę na temat życia po śmierci
Zważywszy powyższe powinnam zacząć bardziej korzystać z życia (tu powinna powstać lista rzeczy, które powinnam natychmiast zaprzestać robić, lub też wręcz przeciwnie, poświęcić im znacznie więcej czasu, który powinien się znaleźć, po zaprzestaniu tamtych. Konkludując, powinnam mniej czasu tracić przed komputerem).
Jestem złośliwa i śmiałam się z kolegi, który będzie musiał wstać na mszę (rezurekcyjną?) o piątej rano. Msza na szóstą, ale tym razem będzie zmiana czasu akurat w tę niedzielę. (Ale żeby nie było, że jestem taka do końca okropna, to kiedyś zrobiłam mu bufor i powiedziałam, że daję mu go, żeby nie musiał obciążać swojego sumienia podkradaniem mojego).
A tak w ogóle to zostałam ciocią i nawet ludzie mi z tego powodu gratulują, jakbym to ja miała w tym jakąś zasługę :P. W każdym razie mama czuje się dobrze, a mały jest zdrowy i śliczniutki. Mówcie co chcecie i bądźcie bardziej poprawni niż Amerykanie, ale ładni mają lepiej życiu i już. Babcia twierdzi, że jest podobny do brata, skórka zdjęta itd, babcia to podobieństwo widziała już na zdjęciu z USG w piątym miesiącu:)
Tymczasem idzie Wielkanoc i muszę trochę potrollować ;).
Jestem jak ten grumpy cat. Na wielu blogach hand-made'owych - same jajka. Widzę te jajka i mam właśnie taką minę. O nieeee, jaja, jaja, jaja. Może i ładne, ale ile można. Zwłaszcza, jak się nie cieszy na wielkanoc. A właściwie cieszy - bo dieta pójdzie w kąt i nażrę się (przepraszam, ale to najbardziej oddaje istotę rzeczy) ciasta i innych smakołyków - jak to ja mówię - jak dzika świnia na stepie :). Dekoracje na Boże Narodzenie były bardziej zróżnicowane - bombki, bałwanki, mikołaje, świeczniki... a tu jajka i jajka. Nieważne.
A propos grumpy kota - moja sąsiadka, skądinąd pani bardzo w porządku - odkąd pamiętam chodzi z taką miną ;)
No więc co do wielkanocy to moją wiarę można podsumować tak, jak na tym minikomiksie, który w zasadzie krótko lecz treściwie podsumowuje, co sądzę na temat życia po śmierci
Zważywszy powyższe powinnam zacząć bardziej korzystać z życia (tu powinna powstać lista rzeczy, które powinnam natychmiast zaprzestać robić, lub też wręcz przeciwnie, poświęcić im znacznie więcej czasu, który powinien się znaleźć, po zaprzestaniu tamtych. Konkludując, powinnam mniej czasu tracić przed komputerem).
Jestem złośliwa i śmiałam się z kolegi, który będzie musiał wstać na mszę (rezurekcyjną?) o piątej rano. Msza na szóstą, ale tym razem będzie zmiana czasu akurat w tę niedzielę. (Ale żeby nie było, że jestem taka do końca okropna, to kiedyś zrobiłam mu bufor i powiedziałam, że daję mu go, żeby nie musiał obciążać swojego sumienia podkradaniem mojego).
A tak w ogóle to zostałam ciocią i nawet ludzie mi z tego powodu gratulują, jakbym to ja miała w tym jakąś zasługę :P. W każdym razie mama czuje się dobrze, a mały jest zdrowy i śliczniutki. Mówcie co chcecie i bądźcie bardziej poprawni niż Amerykanie, ale ładni mają lepiej życiu i już. Babcia twierdzi, że jest podobny do brata, skórka zdjęta itd, babcia to podobieństwo widziała już na zdjęciu z USG w piątym miesiącu:)
wtorek, 5 lutego 2013
69.
Jak romantycznie...
Ja do męża: kup mi frezje :)
on: za co?
ja: za to, że jestem :)
on: eee, yyy, kasy nie mam
Ja do męża: kup mi frezje :)
on: za co?
ja: za to, że jestem :)
on: eee, yyy, kasy nie mam
czwartek, 24 stycznia 2013
wtorek, 20 listopada 2012
67.
O zabijaniu dziecięcej chęci do nauki... historyjka autobiograficzna w trzech scenkach
(a dzieckiem byłam bardzo nieśmiałym)
Scena 1.
Jeszcze w zerówce.
Moja grupa, pewnie w ramach zastępstwa, została dopchana do klasy pierwszej, akurat na lekcję matematyki. Nie wiem jak inne dzieci, ale ja uważałam i nawet wzięłam udział. Jakieś dziecko nie umiało odpowiedzieć, ale ja tak. Usłyszałam od pani, że to zajęcia dla pierwszaków, a nie dla mnie.
Scena 2.
Pierwsza klasa podstawówki.
Nauka pisania i poznawanie literek odbywały się stopniowo. Pewnego dnia praca domowa polegała na napisaniu zdania z literkami, które już poznaliśmy, a nie było ich wiele. Mama przekonała mnie, że "l" to jak "t", tylko bez kreski. Wykaligrafowałam "Kot pije mleko".
Do dziś pamiętam tę strzałkę w kierunku "l" i napis pani "nie znamy tej literki".
Scena 3.
Podstawówka, pewnie okolice klasy szóstej.
Pamiętam, że pracę domową z biologii, polegającej, jak to zwykle w szkole, na przepisaniu odpowiednich fragmentów podręcznika do zeszytu, odrabiałam na wfie. Temat mnie zainteresował, coś o cechach wody, które sprawiają, że jest ona świetnym środowiskiem do życia. Jedną z cech wody była jej lepkość. Nie umiałam tego wytłumaczyć, ale wewnętrznie rozumiałam, że chodzi jakiś parametr, cechę fizyczną...
Pani spytała złośliwie obejrzawszy mój zeszyt, czy widziałam kiedyś, żeby woda się kleiła.
piątek, 9 listopada 2012
66.
Tak mi się przypomniało, w zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze chodziłam do liceum, do jakiejś nastolatkowej gazety (nie wiem po kiego grzyba) dołączono w ramach próbki-gratisu test ciążowy. A ja byłam grzecznym, nudnym kujonem, z minimalną ilością znajomych, chłopaka żadnego. No więc test znalazł się w domu, i perfidnie pomyślałyśmy z mamą, że podsuniemy tacie ten test, tak dla jaj, i zobaczymy jak zareaguje. Knułyśmy co powiedzieć i jaki moment będzie najlepszy.
Knucie okazało się zbędne, bo tata dogrzebał się do testu w szafce. I jaj zdecydowanie nie było. Nie dość, że się wściekł nieprzyzwoicie i próbował dojść, której to potrzebne, mnie czy mamie ;) to jeszcze nie docierały do niego żadne tłumaczenia, a już zwłaszcza to prawdziwe, że to tylko dodatek do magazynu i przypadkiem się u nas znalazł.
W końcu chyba jednak dotarło, że jesteśmy niewinne, bo sprawa ucichła, a ja nie przypominam sobie żadnych końsekwencji.
Hehe, dziś pewnie tata wiele by dał, żebym mu pokazała test z dwoma paskami ;)
A ja czekam już tylko na opinię kardiologa. Ale o tym wiemy tylko ja i mąż :)
Knucie okazało się zbędne, bo tata dogrzebał się do testu w szafce. I jaj zdecydowanie nie było. Nie dość, że się wściekł nieprzyzwoicie i próbował dojść, której to potrzebne, mnie czy mamie ;) to jeszcze nie docierały do niego żadne tłumaczenia, a już zwłaszcza to prawdziwe, że to tylko dodatek do magazynu i przypadkiem się u nas znalazł.
W końcu chyba jednak dotarło, że jesteśmy niewinne, bo sprawa ucichła, a ja nie przypominam sobie żadnych końsekwencji.
Hehe, dziś pewnie tata wiele by dał, żebym mu pokazała test z dwoma paskami ;)
A ja czekam już tylko na opinię kardiologa. Ale o tym wiemy tylko ja i mąż :)
niedziela, 4 listopada 2012
65.
Wiele osób akceptuje halloween, często po prostu jako zabawę, w każdym razie nie ma nic przeciwko dyniom (ładne i smaczne) czy śmieszno-strasznym przebraniom i cukierkom - w końcu czemu dzieciaki nie miałyby się pobawić, a i starsi mają pretekst do imprezy...
Wiele z tych osób nie kupi nigdy chryzantem do domu, a otrzymawszy je w prezencie oburzy się, że to robienie nastroju cmentarnego i wysyłanie do grobu :)
Wiele z tych osób nie kupi nigdy chryzantem do domu, a otrzymawszy je w prezencie oburzy się, że to robienie nastroju cmentarnego i wysyłanie do grobu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
