Krasnoludek siedzi przycupnięty pod gałązką i obserwuje. A potem zapisuje różne przemyślenia. Sytuacje i sytuacyjki. Czasem frustracje. Nie wszystko trzeba od razu brać śmiertelnie poważnie.
czwartek, 11 lipca 2013
78.
Szkoda, że nie można wakacyjnego Słoneczka i powietrza zamykać w słoikach i przechowywać na zimę, a potem otwierać te słoiki uwalniając ciepełko i letni nastrój. Cóż to byłaby za oszczędność na ogrzewaniu!
piątek, 7 czerwca 2013
77.
W kwestii imion
(jeszcze nie wojujemy)
niektórzy idą w tradycję i nadają po babciach/dziadkach. Swoich, nie dziecka.
Ale: 4 babcie, 4 dziadków, kogo uhonorować? tradycja patriarchalna sugeruje ojca ojca ojca. A jeśli ten miał na imię Adolf? a poza tym przecież jesteśmy nowocześni, czemu mają mężczyźni rządzić? 4 dziadków to cztery imiona do wyboru, jest się o co bić (to już lepiej nie sięgajmy do pradziadków). Tylko co, jeśli wybierając jedno imię, obrazimy resztę rodziny? Jak mam powiedzieć babci A., że imię babci B. bardziej mi się podoba? Bo jak powiem, że to babcia B. dawała mi zupę po szkole i była zawsze, a babcia A. to tak bardziej od święta, to święta obraza murowana. Nawet, a może tym bardziej, jeśli wszyscy wiedzą, że to prawda. Pewne imiona odpadną ze względu na rodzinne animozje, tu znowu może być problem przeciwny - imię, które wybierzemy, okaże się, nosi(ła) jakaś znienawidzona w rodzinie ciotka. A w ogóle to nie ciotka tylko przyszywana kuzynka szwagra ciotecznego brata macochy prababci, ale to taka jędza była, że jak możecie!
Jak mi mąż mówi imiona swoich babć i dziadków, to dostaję głupawki. Wcale nie są jakieś specjalnie dziwne, ale wizja nazwania tak dziecka... o nie!
Brzuszek już widać. Ostatnio mąż powiedział, że fryzjerka go pytała, czy żona jest w ciąży, bo widziała mnie z brzuchem. Dodam, że zaglądam do tego zakładu może raz na parę miesięcy i nawet nie wiem, czy bym tę panią poznała na ulicy. Tak więc nie znasz dnia ani godziny, kiedy i kto cię śledzi. A fryzjer blisko domu, bardzo często przechodzę obok.
(jeszcze nie wojujemy)
niektórzy idą w tradycję i nadają po babciach/dziadkach. Swoich, nie dziecka.
Ale: 4 babcie, 4 dziadków, kogo uhonorować? tradycja patriarchalna sugeruje ojca ojca ojca. A jeśli ten miał na imię Adolf? a poza tym przecież jesteśmy nowocześni, czemu mają mężczyźni rządzić? 4 dziadków to cztery imiona do wyboru, jest się o co bić (to już lepiej nie sięgajmy do pradziadków). Tylko co, jeśli wybierając jedno imię, obrazimy resztę rodziny? Jak mam powiedzieć babci A., że imię babci B. bardziej mi się podoba? Bo jak powiem, że to babcia B. dawała mi zupę po szkole i była zawsze, a babcia A. to tak bardziej od święta, to święta obraza murowana. Nawet, a może tym bardziej, jeśli wszyscy wiedzą, że to prawda. Pewne imiona odpadną ze względu na rodzinne animozje, tu znowu może być problem przeciwny - imię, które wybierzemy, okaże się, nosi(ła) jakaś znienawidzona w rodzinie ciotka. A w ogóle to nie ciotka tylko przyszywana kuzynka szwagra ciotecznego brata macochy prababci, ale to taka jędza była, że jak możecie!
Jak mi mąż mówi imiona swoich babć i dziadków, to dostaję głupawki. Wcale nie są jakieś specjalnie dziwne, ale wizja nazwania tak dziecka... o nie!
Brzuszek już widać. Ostatnio mąż powiedział, że fryzjerka go pytała, czy żona jest w ciąży, bo widziała mnie z brzuchem. Dodam, że zaglądam do tego zakładu może raz na parę miesięcy i nawet nie wiem, czy bym tę panią poznała na ulicy. Tak więc nie znasz dnia ani godziny, kiedy i kto cię śledzi. A fryzjer blisko domu, bardzo często przechodzę obok.
środa, 5 czerwca 2013
76.
Zauważyłam dziwną korelację.
Odkąd jestem w ciąży mam niepokojąco dużą ilość fałszywie pozytywnych wyników w labie.
(może drugi trymestr usprawni nieco pracę moich szarych komórek)
(może przez hormony patrzę bardziej optymistycznie i dlatego widzę wstawki tam, gdzie ich nie ma)
Odkąd jestem w ciąży mam niepokojąco dużą ilość fałszywie pozytywnych wyników w labie.
(może drugi trymestr usprawni nieco pracę moich szarych komórek)
(może przez hormony patrzę bardziej optymistycznie i dlatego widzę wstawki tam, gdzie ich nie ma)
niedziela, 26 maja 2013
75.
Jakiś czas temu w wiadomościach ogłosili, że jacyś naukowcy pokazali, że matki z problemami kardiologicznymi częściej rodzą córki niż synów. Konkretnie w danej grupie aż 75% noworodków to były dziewczynki.
Temat mnie zainteresował, a że ktoś tam kiedyś gdzieś i jakoś tak sobie przypominam - to za mało dla naukowego umysłu - zaczęłam grzebać.
Po pierwsze, news był cytowany mniej więcej w takiej bogatej formie, jak to, co napisałam w pierwszym akapicie. Szukanie po polsku odesłało doPAP, ale bez linku, więc do widzenia, szukamy po angielsku. Cytowane były dwa źródła: konferencja kardiologów z 2012 i EurekAlert! Z konferencji niczego nie wydusiłam, ale EurekAlert wreszcie coś miał: źródło i nazwisko autora. No to szukam dalej, udało mi się dotrzeć do źródła, czyli The Anatolian Journal of Cardiology. Hurra! Journal ten ma zabójczy impact factor, całe 0,44, zdziwiłam się, że taki przełomowy news w takim niechodliwym czasopiśmie, ale co tam, ważne, że jest.
I czegóż się dowiedziałam u źródeł? niczego! tak mało, że tym razem zdziwiłam się, że ktokolwiek to opublikował, z jakimkolwiek impact factorem.
Artykuł jest listem do redakcji, tekstu jest na jedną i ćwierć kolumny, razem z tytułem, spisem autorów i referencjami. Kluczowa informacja to to, że 200 przepytanych kobiet urodziło 216 dzieci, z czego 164 (czyli 75,9%) to dziewczynki (16 urodziło się jako bliźnięta). Wymienione jest jeszcze procentowo, jakie problemy kardio miały te panie, a reszta to cytowanie innych artykułów o tym, że w specyficznych warunkach, zwłaszcza stresowych, obserwowano już wcześniej zaburzenie równowagi płci rodzących się dzieci.
Brakuje mi jakiegokolwiek źródła: skąd te kobiety pochodziły, jak zbierano dane o nich, może coś więcej oprócz bardzo luźno opisanej choroby (typu: wada zastawki mitralnej), w końcu stan pacjentów nawet z teoretycznie tą samą wadą może być drastycznie różny. Więcej można by się dowiedzieć, przegrzebując dokładnie PubMed, co mnie nawet kusi, ale nie mam czasu na to.
Na koniec stwierdziłam, że przy tak cienkich danych to i tak mieli megafarta, że ta wiadomość przebiła się do mediów.
(źródło czyli cały wspaniały artykuł pod tym linkiem)
PS.
to już mój wniosek, nie grzebałam w necie tylko na podstawie luźno do mnie dolatujących wiadomości:
jeśli zestawimy takie fakty, że (1) noszenie ciąży z dziewczynką jest mniej obciążające dla organizmu matki niż z chłopcem (ponoć ciąża "męska" skraca życie matki, a "żeńska" wydłuża) oraz (2) dziewczynki są silniejsze niż chłopcy, a dodatkowo wiemy, że organizm może pozbywać się ciąż w jakiś sposób chorych czy "nieodpowiednich" (np. poronienia, nawet na etapie tak wczesnym, że kobieta nawet nie wie, że zaszła) i dodamy do tego szereg sygnałów, które są wysyłane na linii matka-dziecko, z których części, na poziomie molekularnym pewnie jeszcze nie znamy...
to artykuł o którym piszę jest ciekawy i byłby ważny, gdyby był uczciwiej napisany, ale nie jest specjalnie zaskakujący :P
PS2. te wszystkie metody sterowania płcią dziecka za pomocą odpowiedniego pożywienia zostały już dawno naukowo obalone, ale mit trzyma się mocno, propagowany m.in. przez wydawnictwa zarabiające na pseudonaukowych publikacjach żerujących na naiwnych rodzicach. Ale przynajmniej nie są szkodliwe dla zdrowia ani inwazyjne.
PS3. Końcówka pierwszego trymestru; czuję, że to otumanienie, w którym trwałam od paru(nastu) tygodni powoli mnie opuszcza, to takie uczucie dziwne, jakbym z jakiejś gęstej mgły wychodziła
Temat mnie zainteresował, a że ktoś tam kiedyś gdzieś i jakoś tak sobie przypominam - to za mało dla naukowego umysłu - zaczęłam grzebać.
Po pierwsze, news był cytowany mniej więcej w takiej bogatej formie, jak to, co napisałam w pierwszym akapicie. Szukanie po polsku odesłało doPAP, ale bez linku, więc do widzenia, szukamy po angielsku. Cytowane były dwa źródła: konferencja kardiologów z 2012 i EurekAlert! Z konferencji niczego nie wydusiłam, ale EurekAlert wreszcie coś miał: źródło i nazwisko autora. No to szukam dalej, udało mi się dotrzeć do źródła, czyli The Anatolian Journal of Cardiology. Hurra! Journal ten ma zabójczy impact factor, całe 0,44, zdziwiłam się, że taki przełomowy news w takim niechodliwym czasopiśmie, ale co tam, ważne, że jest.
I czegóż się dowiedziałam u źródeł? niczego! tak mało, że tym razem zdziwiłam się, że ktokolwiek to opublikował, z jakimkolwiek impact factorem.
Artykuł jest listem do redakcji, tekstu jest na jedną i ćwierć kolumny, razem z tytułem, spisem autorów i referencjami. Kluczowa informacja to to, że 200 przepytanych kobiet urodziło 216 dzieci, z czego 164 (czyli 75,9%) to dziewczynki (16 urodziło się jako bliźnięta). Wymienione jest jeszcze procentowo, jakie problemy kardio miały te panie, a reszta to cytowanie innych artykułów o tym, że w specyficznych warunkach, zwłaszcza stresowych, obserwowano już wcześniej zaburzenie równowagi płci rodzących się dzieci.
Brakuje mi jakiegokolwiek źródła: skąd te kobiety pochodziły, jak zbierano dane o nich, może coś więcej oprócz bardzo luźno opisanej choroby (typu: wada zastawki mitralnej), w końcu stan pacjentów nawet z teoretycznie tą samą wadą może być drastycznie różny. Więcej można by się dowiedzieć, przegrzebując dokładnie PubMed, co mnie nawet kusi, ale nie mam czasu na to.
Na koniec stwierdziłam, że przy tak cienkich danych to i tak mieli megafarta, że ta wiadomość przebiła się do mediów.
(źródło czyli cały wspaniały artykuł pod tym linkiem)
PS.
to już mój wniosek, nie grzebałam w necie tylko na podstawie luźno do mnie dolatujących wiadomości:
jeśli zestawimy takie fakty, że (1) noszenie ciąży z dziewczynką jest mniej obciążające dla organizmu matki niż z chłopcem (ponoć ciąża "męska" skraca życie matki, a "żeńska" wydłuża) oraz (2) dziewczynki są silniejsze niż chłopcy, a dodatkowo wiemy, że organizm może pozbywać się ciąż w jakiś sposób chorych czy "nieodpowiednich" (np. poronienia, nawet na etapie tak wczesnym, że kobieta nawet nie wie, że zaszła) i dodamy do tego szereg sygnałów, które są wysyłane na linii matka-dziecko, z których części, na poziomie molekularnym pewnie jeszcze nie znamy...
to artykuł o którym piszę jest ciekawy i byłby ważny, gdyby był uczciwiej napisany, ale nie jest specjalnie zaskakujący :P
PS2. te wszystkie metody sterowania płcią dziecka za pomocą odpowiedniego pożywienia zostały już dawno naukowo obalone, ale mit trzyma się mocno, propagowany m.in. przez wydawnictwa zarabiające na pseudonaukowych publikacjach żerujących na naiwnych rodzicach. Ale przynajmniej nie są szkodliwe dla zdrowia ani inwazyjne.
PS3. Końcówka pierwszego trymestru; czuję, że to otumanienie, w którym trwałam od paru(nastu) tygodni powoli mnie opuszcza, to takie uczucie dziwne, jakbym z jakiejś gęstej mgły wychodziła
poniedziałek, 6 maja 2013
74.
Coś mi się zepsuło w telefonie, że nagle internet przestał działać. Padło na kartę SIM, którą na szczęście udało się szybko i bezboleśnie wymienić w salonie, net śmiga, a ja sprawdzam, czy nie straciłam razem ze stara kartą jakichś ważnych kontaktów. Chyba nie, bo i tak wszystkie skopiowałam do telefonu. I tak jadę po liście kontaktów, i nagle mi wyskakuje jakiś Juan i numer wyraźnie hiszpański. Ja: wtf? mąż: wtf?
Fakt, byłam w Hiszpanii jakieś pół roku temu, ale za Chiny ludowe sobie nie przypominam żebym a) nawiązała znajomość z jakimś tambylcem i b) tym bardziej wpisywała jego numer do telefonu (zwłaszcza, że nie znam hiszpańskiego). Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja, że albo zapisałam ten numer dla jakiejś koleżanki, która aktualnie nie mogła tego zrobić sama (??), albo to kontakt do hostelu na wypadek wypadku. Ale wtedy, jak się znam, napisałabym coś w stylu: Juan Hostel Takisiaki.
Nie należę do osób, które zadzwonią pod taki numer i spytają: hello, kim jesteś i dlaczego mam twój numer, więc Kontakt: Juan powędrował do kosza. Pa pa.
I nie, nie byłam pijana
Fakt, byłam w Hiszpanii jakieś pół roku temu, ale za Chiny ludowe sobie nie przypominam żebym a) nawiązała znajomość z jakimś tambylcem i b) tym bardziej wpisywała jego numer do telefonu (zwłaszcza, że nie znam hiszpańskiego). Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja, że albo zapisałam ten numer dla jakiejś koleżanki, która aktualnie nie mogła tego zrobić sama (??), albo to kontakt do hostelu na wypadek wypadku. Ale wtedy, jak się znam, napisałabym coś w stylu: Juan Hostel Takisiaki.
Nie należę do osób, które zadzwonią pod taki numer i spytają: hello, kim jesteś i dlaczego mam twój numer, więc Kontakt: Juan powędrował do kosza. Pa pa.
I nie, nie byłam pijana
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
73.
Jestem zdumioną myszą. Właśnie odebrałam wyniki badań na toksoplazmozę i oba są negatywne. Po 18 latach mieszkania z kotką, która lubiła się szlajać po okolicy i tłuc z innymi kotami spodziewałam się, że będę miała przeciwciała na toxo we krwi, a tu zonk! A ja tyle razy szkalowałam biedactwo, nazywając ją czule chodzącą toksoplazmozą.
Co do pozostałych ciążowych badań takich słodkości jak chlamydie, rzeżączka, HIVy i HCV to doścignął mnie absurd: w gabinecie tuż przed pobraniem musiałam się wylegitymować i podpisać zgodę na dwa z tych badań (oraz zobowiązanie, że w razie czego, poinformuję partnera...). Dodatkowo jeszcze morfologia, glukoza, mocz, no i grupa krwi. W czym tkwi absurd? w tym, że wszystkie te wyniki mogę odebrać w dowolnej placówce tej sieci gabinetów, bądź ściągnąć sobie z netu, z wyjątkiem...
tak, po grupę krwi muszę zgłosić się osobiście, do ściśle określonej placówki.
A zapewniają wsparcie psychologa, jak już poznam tę szokującą prawdę?
PS. nasza kocilla bardzo uważnie korzystała ze swoich 9 żywotów, a nawet podejrzewałam ją, że miała jakieś dodatkowe do wykorzystania, które przeszły z poprzedniego abonamentu. Szacujemy, że przeżyła 19 lat. I do samego końca trzymała się rewelacyjnie.
Co do pozostałych ciążowych badań takich słodkości jak chlamydie, rzeżączka, HIVy i HCV to doścignął mnie absurd: w gabinecie tuż przed pobraniem musiałam się wylegitymować i podpisać zgodę na dwa z tych badań (oraz zobowiązanie, że w razie czego, poinformuję partnera...). Dodatkowo jeszcze morfologia, glukoza, mocz, no i grupa krwi. W czym tkwi absurd? w tym, że wszystkie te wyniki mogę odebrać w dowolnej placówce tej sieci gabinetów, bądź ściągnąć sobie z netu, z wyjątkiem...
tak, po grupę krwi muszę zgłosić się osobiście, do ściśle określonej placówki.
A zapewniają wsparcie psychologa, jak już poznam tę szokującą prawdę?
PS. nasza kocilla bardzo uważnie korzystała ze swoich 9 żywotów, a nawet podejrzewałam ją, że miała jakieś dodatkowe do wykorzystania, które przeszły z poprzedniego abonamentu. Szacujemy, że przeżyła 19 lat. I do samego końca trzymała się rewelacyjnie.
czwartek, 18 kwietnia 2013
72.
Nie ma to jak wprawne oko, przez lata wyćwiczone w wypatrywaniu na zdjęciach żelu agarozowego prążków, których w zasadzie nie ma, ale jednak widać je, bo bardzo tego chcę i wiem, gdzie patrzeć...
Tydzień później pasek na teście ciążowym był już ciemny i niezaprzeczalny
:)
A ja mogłabym spać na okrągło. Dzisiaj, wybudzona przez męża po ok. 40 minutach drzemki (zainteresował się, że nie daję znaku życia, bo zwykle po 15-20 minutach dżemania wstawałam "odżyta") byłam w stanie totalnego hau miau gdzie ja jestem? Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem, która godzina, o co chodzi, jaki dzień i w ogóle kto mi nie daje spać. A wydawało mi się, że nie jestem bardzo zmęczona...
Tydzień później pasek na teście ciążowym był już ciemny i niezaprzeczalny
:)
A ja mogłabym spać na okrągło. Dzisiaj, wybudzona przez męża po ok. 40 minutach drzemki (zainteresował się, że nie daję znaku życia, bo zwykle po 15-20 minutach dżemania wstawałam "odżyta") byłam w stanie totalnego hau miau gdzie ja jestem? Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem, która godzina, o co chodzi, jaki dzień i w ogóle kto mi nie daje spać. A wydawało mi się, że nie jestem bardzo zmęczona...
Subskrybuj:
Posty (Atom)